Praktyczne porady dla matek i ojców. Przeczytaj, co powinni wiedzieć rodzice o zdrowiu dziecka.

Odwilż ograniczeń pandemicznych

Ostatni weekend wykazał, że

nasze społeczeństwo wyszło na słońce i przestało czekać na planowe odmrażanie. Wiele osób zrezygnowało z noszenia maseczek, ale nie z bliskich kontaktów towarzyskich. Rodacy nie przestrzegają nakazanej kwarantanny. Im bardziej lęk przed COVID-19 maleje, tym bardziej rośnie niezadowolenie i spada poczucie solidarności społecznej. Efekt kryzysu gospodarczego i zmęczenia społecznego zaczyna odgrywać coraz większą rolę. Inwazja bzdur w Internecie jest przerażająca. Profilaktyka epidemiologiczna jest zagrożona, gdyż odpowiedzialność społeczna jest niewystarczająca, żeby utrzymać najskuteczniejsze rozwiązanie, jakim jest samokontrola.

Wiele osób nie akceptuje niektórych kontrowersyjnych zaleceń, jak obowiązek zakrywania ust i nosa w parkach czy na mniej zatłoczonych ulicach. To zachęca do nieprzestrzegania bardziej sensownych nakazów, jak wspomniane maseczki przy bliższych kontaktach w sklepach czy środkach komunikacji.

Obecnie większość Polaków już nie chce tolerować wysokiej społecznie ceny, jaką trzeba płacić za ochronę zdrowia podczas pandemii. Brak pieniędzy i chęć powrotu do pracy skłania do irracjonalnej negacji samego zagrożenia. Niektórzy głoszą, że obecny koronowirus wywołujący pandemię   to zwykły wirus i wystarczy przestrzegać podstawowych zasad higieny. Fakt, że nie dla wszystkich jest groźny, ale takie herezje obrażają tych, którzy zmarli z jego powodu. Dotychczas pandemia pochłonęła ponad ćwierć miliona ofiar. Nie można zapominać, że również zmarło wielu tych, którzy leczyli i się zarazili, jak 165 lekarzy włoskich.

Zapewne rząd się zastanawia, w jaki sposób opanować obecną sytuację. Podejmowanie decyzji jest trudne, gdyż wciąż zbyt mało wiemy na temat pandemii COVID-19.

Z jednej strony konieczne staje się odmrażanie gospodarki, ale z drugiej, w miarę tego procesu, nieuniknione staną się bliższe kontakty międzyludzkie, czyli wzrost ryzyka zakażeń. Specjaliści epidemiolodzy, dyskutują, co jest lepsze: czy nabywanie odporności populacyjnej przez przechorowanie, czy też dalsza izolacja w celu ochrony przed zakażeniem.

Są eksperci, którzy przekonują, że strategia odporności zbiorowej może być dla wielu biedniejszych krajów z młodą populację skuteczniejsza niż utrzymywanie rozległych restrykcji gospodarczych.

Z nieoficjalnej próby takiej strategii szybko wycofały się zarówno Wielka Brytania, jak i USA. W obu krajach dramatycznie wzrastała liczba zmarłych.

Boris Johnson w ostatnim orędziu, po własnych doświadczeniach z COVID-19, stwierdził, że utrzymywanie zasad dystansu społecznego to jedyna metoda na pokonanie groźnego koronawirusa. Dzięki niej wskaźnik śmiertelności i liczba osób przyjmowanych do szpitali spadają. Podkreślił, że zniweczenie tego osiągnięcia przez dopuszczenie do drugiej fali byłoby szaleństwem.

Premier zapowiedział, że jednym z warunków łagodzenia obostrzeń będzie poprawa sytuacji epidemiologicznej w kraju. W Wielkiej Brytanii zostanie wprowadzony pięciostopniowy system ostrzegania. Poziom pierwszy będzie oznaczał brak zagrożenia w kraju, poziom piąty – niezdolność służby zdrowia do radzenia sobie z epidemią. Im niższy poziom, tym mniej ograniczeń – stwierdził Johnson, informując, że obecnie może rozpocząć się przechodzenie z poziomu czwartego na trzeci.

Szef rządu oświadczył: „Muszą państwo przestrzegać zasad dystansu społecznego. By tak było, zwiększymy wysokość grzywien dla osób łamiących zasady”.

W Szwecji i na Białorusi od początku pandemii ograniczenia są stosunkowo niewielkie. Większość firm pozostała otwarta, a ludzie żyją prawie jak przed pandemią. Być może chłód północy inaczej wpływa na kontakty międzyludzkie niż upały południa Europy. Pomimo naturalnych ograniczeń liczba zgonów w Szwecji zaczyna niepokojąco wzrastać i jest kilkakrotnie wyższa, niż w Dani, gdzie nakazany jest większy reżim sanitarny.

Wiemy, że koronawirus wywołujący COVID-19 jest bardzo zakaźny. Choć objawy choroby u około 30% zakażonych w ogóle się nie pojawiają, to mogą oni zarażać innych, u których choroba może być groźna.         

Odsetek ludzi, którzy muszą się uodpornić, aby uzyskać odporność zbiorową, różni się w zależności od choroby. Naukowcy oszacowali, że dla wirusa wywołującego obecną pandemię wskaźnik reprodukcji wynosi 3 – przy tej liczbie odporność zbiorowa się pojawi, gdy 70% populacji przechoruje. Z tego powodu krytykiem naturalnego nabywania odporności jest między innymi Gideon Meyerowitz-Katz, epidemiolog z Sydney, który stwierdził: „Według optymalnych szacunków śmiertelność z powodu COVID-19 wynosi około 0,5–1%. Jeśli więc 70% populacji zachoruje, oznacza to, że od 0,3–0,7% społeczeństwa może umrzeć, a to byłaby katastrofa. Warto dodać, że w Polsce do 12 bm. zmarło 5% osób, u których rozpoznano COVID-19.

Nawet ten katastrofalnie wysoki wynik opiera się na założeniu, że ludzie, którzy już przechorowali zakażenie groźnym koronawirusem , nigdy więcej nie zachorują, a to też nie jest pewne.

Dla nas ważna jest ocena, jak dużo osób już przechorowało, na jakim etapie pandemii jesteśmy i jak długo taką odporność zbiorową będziemy nabywać?

Przeprowadzone w Krakowie badania wykazały, że w ciągu dwóch miesięcy trwania pandemii koronawirusem SARS-CoV-2 zakaziło się 2%, czyli 1520 tysięcy mieszkańców miasta.

Wyników badań krakowskich nie można ekstrapolować na całą populację kraju. Wiadomo, że w dużych skupiskach wirus krąży szybciej. W ostatnich dniach stwierdzono znaczny wzrost zachorowań wśród górników na Śląsku. Testowanie śląskie wykazało w ostatni poniedziałek w tym rejonie 492 nowe przypadki zakażenia, na 595 w całej Polsce. Ocenia się, że na Śląsku już jest około 16-17% nosicieli pandemicznego koronowirusa SARS-CoV-2 i w najbliższych dniach będzie wzrost zachorowań na COVID-19. MZ podaje, że u co szóstego testowanego górnika stwierdzono wynik pozytywny, podczas gdy w skali całego kraju, wśród wszystkich badanych pacjentów, u co 28 badanego. Szczęśliwie ponad 97% zakażonych w kopalniach przechodzi chorobę bezobjawowo.

Wyliczono, że w tym czasie w Polsce zakażonych było 1–1,5% ludności. Epidemiolodzy szacują, że 0,5–1 mln mieszkańców Polski już przechorowało bezobjawowo.

Jak powiedział prof. Szumowski: „Z jednej strony jest to bardzo dobre dla nich, z drugiej strony, niestety, jak są bezobjawowe przebiegi choroby, wtedy łatwiej nieświadomie zarazić innych”.

W Polsce liczba zachorowań, a szczególnie ich następstw, jest znacznie mniejsza niż w wielu innych krajach Europy. Minister zdrowia niedawno podkreślił, że liczba zgonów w pierwszym kwartale 2020 r. była niższa niż w pierwszym kwartale ubiegłego roku.

Na to, że w Polsce prawdopodobnie odsetek zakażonych jest niższy niż odnotowany w południowej Europie, składa się wiele czynników. Wśród nich dwa – oprócz gęstości zaludnienia i małej liczby wykonanych testów – wydają się kluczowe. Po pierwsze, błyskawicznie ogłoszony lockdown i tym samym ochrona znakomitej większości wrażliwej populacji, czyli seniorów, oraz po drugie, prawdopodobnie obowiązkowa szczepionka BCG.

Jeszcze mniej zakażonych stwierdzono w Czechach, gdzie średni odsetek wyniósł 0,3%. Nawet w miejscach najsilniej dotkniętych epidemią nie przekraczał 5%. Globalnie wyniki są podobne – wielkie zróżnicowanie przestrzenne i średnia penetracja epidemii poniżej 0,5%. Z tego wynika, że prawie cała populacja jeszcze z wirusem nie miała kontaktu i jest na niego wrażliwa. A zatem to dopiero początek.

Obecny etap pandemii jest już inny i wymaga modyfikacji dotychczasowych zaleceń. W Polsce wreszcie mamy procedury i podstawowe zabezpieczenie medyczne. Ale mamy też protest grup, które finansowo ucierpiały najbardziej. Widoczne są objawy braku solidarności społecznej, od nienoszenia maseczek i towarzyskich spotkań, po hejt dotykający medyków. Otwarto już przedszkola, a wkrótce otworzą się zakłady fryzjerskie i szkoły.

Taka sytuacja rodzi pytanie, dlaczego nadal izolować wszystkich od wszystkich, a nie odseparować grupy wysokiego ryzyka? Przecież i tak są wyjątki wynikające z konieczności funkcjonowania społeczeństwa. Dla dobra ogółu jedni mogą lub muszą robić więcej niż inni. MPO nie może pracować wyłącznie w trybie home office.

W najbliższych tygodniach nastąpią kolejne etapy odmrażania gospodarki. Będzie większa liczba przypadków zakażeń, a tym samym w grupie wysokiego ryzyka większa liczba zgonów z powodu COVID-19.

Będzie gorzej, gdy do tego odmrażania dojdzie spontaniczna społeczna odwilż. Tak jest wszędzie, nawet tam, gdzie społeczeństwo jest zdyscyplinowane. Przekonała się o tym ostatnio Korea Południowa.

Kraj ten, jeszcze do weekendu fantastycznie radził sobie z pandemią. Niestety w Seulu na początku maja ilość zakażonych wzrosła do 86 osób. Takiej liczby zakażeń nie stwierdzano od miesiąca. Okazało się, że wystarczył jeden zakażony imprezowicz, który 1 maja odwiedził kilka barów i klubów nocnych. Wśród zakażonych jest 63 gości tych lokali i 23 ich krewnych oraz znajomych.

Podejrzewa się, że może rozpocząć się ponowny lawinowy wzrost zakażeń, jeśli szybko nie zostanie przebadanych około 3000 osób, które miały kontakt z chorym. Burmistrz Seulu zaoferował bezpłatne, anonimowe testy osobom, które odwiedziły bary. Zapowiedział również, że zespół złożony z ponad 2000 osób będzie się starał do nich dotrzeć przez analizę zapisów transakcji kart kredytowych, sygnału telefonów komórkowych i nagrań z kamer monitoringu. Zaangażowano dużo środków, ale jeśli zakażeni zostaną poddani wczesnej kwarantannie, wtedy zagrożenie zostanie zażegnane. Obecnie z powodu ryzyka dalszego wzrostu zachorowań pozamykano nocne kluby i wstrzymano planowany powrót uczniów do szkół.

Im więcej osób będzie skracać dystans, tym większe będzie ryzyko zakażeń. Powrót do normalności musi być stopniowy, a skutki muszą być bacznie obserwowane. Musimy zachować samodyscyplinę, dlatego że nieplanowana odwilż zwiększy ryzyko. Roztropność, dystansowanie i noszenie maseczek są nadal konieczne.

Wirusolodzy ostrzegają, że latem nie powinniśmy liczyć na zmniejszenie zakażeń wirusem SARS CoV2. Dla lekarzy jest oczywiste, że jesienią nadejdzie sezon grypy i innych zakażeń układu oddechowego, i wtedy będzie gorzej, jeśli wirus pandemiczny nie utraci swojej inwazyjności.

Moim zdaniem jest możliwa próba koegzystencji z wirusem, który wywołał pandemię, pod warunkiem, że grupa wysokiego ryzyka, czyli jedna czwarta naszych obywateli, nadal będzie się izolować. Do tych osób należy zaliczyć głównie osoby powyżej 60 roku życia, szczególnie z chorobami przewlekłymi. Tylko nieliczni seniorzy ich nie mają. Oczywiście do starców powinni dołączyć młodsi, jeśli są ciężko chorzy. Taka selekcja wynika jednoznacznie ze statystyk zgonów na COVID-19.

Dziwię się, że oficjalnie nikt o tym nie mówi – może przez „szacunek” dla starszych prominentów zarządzających światem. Zapewne byłoby im przykro ograniczać dotychczasową aktywność. Utrzymanie posad i stanowisk nie wyklucza jednak apelu o ochronę seniorów. Ludzie są przecież przyzwyczajeni, że zawsze był podział na My i wy. MY bądźmy roztropni, zachowujmy się stosownie do zagrożenia, to wszystko będzie dobrze.

O mnie

Marek Pleskot

Jestem pediatrą od ponad 30 lat. Przez 14 lat uczyłem studentów i specjalizujących się lekarzy w Warszawskiej Akademii Medycznej, od 22 lat prowadzę gabinet pediatryczny w Podkowie Leśnej. Wiem o co pytają rodzice i wiem czego zwykle nie zdążą wytłumaczyć inni lekarze.

Popularne porady

CIAŁO OBCE W DROGACH ODDECHOWYCH

Zakrztuszenia/zachłyśnięcia lub zadławienia u dzieci

NIEMOWLĘ NIEPRZYTOMNE

Reanimacja podstawowa wg European Resuscitation Council

© 2015 pediatraodpowiada.pl. Porady dla rodziców i opiekunów dzieci