Już każdy czuje,
jaka jest pora roku. Nic dziwnego, że okna pozamykaliśmy.
W przedszkolnych i szkolnych salach, gdzie zwykle przebywa kilkanaścioro dzieci, wietrzenie jest trudniejsze, więc problem poważniejszy. Rodzice obawiają się, że przedszkolaki i starsze dzieciaki zostaną przeziębione.
Trzeba pamiętać, że w pomieszczeniach są również zarazki chorobotwórcze. Z każdym wydechem jest ich więcej i więcej. Jeśli w sali są choćby tylko lekko przeziębieni, to i tak przyczyniają się do istotnego wzrostu stężenia patogenów. Po pewnym czasie nawet i wirusom jest „duszno”.
Wiatry wieją, deszcze padają, chorzy siedzą w domach, więc dla drobnoustrojów warunki na zewnątrz są niekorzystne. Po tej stronie okna jest ich stosunkowo mało, gdyż namnażają się w zainfekowanych organizmach.
Opiekunowie zapominają, że wyziębienie organizmu działa jedynie osłabiająco i że to zarazki powodują infekcje. Przypomnijmy sobie, jak latem dzieci potrafiły bezpiecznie siedzieć w zimnym Bałtyku. Ta zabawa była zdrowa, jeśli w ich pobliżu nie było chorych.
Zatem wietrzenie jest zalecane, ale jak wszystko, co robimy, powinno być czynione z głową. Przeciągi czochrające fryzury nie są wskazane. Będzie bezpieczniej, jeśli dzieci podczas przerwy, na czas szeroko otwartego okna, wyjdą z sali i zamkną drzwi od zewnątrz. Po 5 minutach opiekun, odpowiednio ciepło ubrany, powraca, zamyka okno, wychodzi i ponownie zamyka wywietrzone pomieszczenie. Po kolejnych 5–10 minutach, gdy temperatura w pomieszczeniu wzrośnie powyżej 18℃, mogą dzieci wejść i oddychać zdrowszym powietrzem.
Wietrzyć czy nie wietrzyć? Dla zarazków jest to pytanie niczym: „to be or not to be?”.
