Praktyczne porady dla matek i ojców. Przeczytaj, co powinni wiedzieć rodzice o zdrowiu dziecka.

Przeziębienie w pytaniach i odpowiedziach

co jest fałszem a co prawdą?

1. Co to za choroba to przeziębienie?

2. Dlaczego przeziębienie jest niebezpieczne dla niemowląt? Dlaczego przedszkolaki chorują najczęściej?

3. Kiedy do lekarza z przeziębionym dzieckiem?

4. Jak postępować z chorym dzieckiem? Jakie leki są najskuteczniejsze?

5. Czy wszyscy domownicy musza się zarazić i pochorować od przeziębionego?

6. Jakie są naturalne metody leczenia przeziębienia?

7. Jak obserwować chore dziecko?

8. Które objawy choroby należy uznać za szczególnie niepokojące?

Jak oceniać: duszność, tachykardię, drgawki, spadek aktywności,

sztywność karku, wymioty, odwodnienie, zabarwienie skóry ... ?

Kiedy wzywać karetkę pogotowia?

9. Kiedy przeziębienie zamienia się w groźną chorobę?

 

1. Co to za choroba?

    Skończyło się lato, rozpoczął czas przeziębień. Katar, pokasływanie i drapanie w bolącym gardle stają się powszechne. Rodzice często zadają lekarzowi pytanie: „Czy to wirus, czy dziecko zmarzło?”.

    Przeziębienia, jak wskazuje sama nazwa, często są poprzedzone wyziębieniem, a dokładniej nietolerancją zimna. Wychłodzenie bardzo osłabia, szczególnie i tak słabe z natury dziecko, a na to czyhają wszystkie zarazki z całej okolicy. Atakujących wirusów jest ponad 200 różnych rodzajów. Drobnoustroje te nie mają budowy komórkowej i nie są zdolne do dłuższego samodzielnego funkcjonowania poza żywą komórką. Przemieszczają się między innymi organizmami, poszukują komórek do wynajęcia, powodując rozmaite zakażenia. Mikroby atakują najsłabsze punkty oporu. Dlatego nos i gardło są najczęstszymi wrotami zakażenia. Wirusy po wniknięciu do ustroju pokonują bariery ochronne, następnie wywołują miejscowe zapalenie prowadzące do uszkodzenia i złuszczenia nabłonka dróg oddechowych. Powodują zniszczenie komórek nabłonka urzęsionego, który wyścieła nos oraz gardło. Tym sposobem uszkadzają aparat rzęskowy będący „miotłą” usuwającą wszystkie „śmieci”, które powinny być usunięte. Początkowo bezkarnie namnażają się w niewyobrażalnych ilościach i rozwijają przeziębienie.    

    Zarażeni wirusami często nie są świadomi, że przeziębienie jest chorobą zakaźną, a oni sami stanowią źródło zakażeń, szczególnie groźnych dla małych dzieci. Zakaźność jest największa w ciągu pierwszych trzech dni choroby. Wirusy mogą być wydzielane z dróg oddechowych chorego nawet przez trzy tygodnie.

    Zakażenie szerzy się drogą powietrzno-kropelkową, co oznacza, że można się zarazić podczas kontaktów z osobami zakatarzonymi w trakcie rozmowy, przytulania lub po prostu przebywania w tym samym pomieszczeniu. Najbardziej zakaźne są wydzielina z nosa i ślina, ale możliwe jest też zakażenie przez pokarm zanieczyszczony kałem, gdy przyczyną infekcji górnych dróg oddechowych są adenowirusy.

    Pierwsze objawy choroby przeziębieniowej mogą pojawić się nawet nazajutrz po zakażeniu, ale częściej po kilku dniach. Charakterystycznymi objawami są: wodnista wydzielina z nosa, utrudnione oddychanie nosem, kichanie i pokasływanie oraz zmniejszony apetyt. Zatkany nos wymusza oddychanie przez otwarte usta, wysusza i osłabia śluzówkę gardła i nasila jego zapalenie. Ból zaczerwienionego gardła może utrudniać jedzenie. Dzieci skarżą się na bóle mięśni, stawów i brzucha. Mogą pojawić się luźne stolce, zaczerwienione oczy. Zakażeniom dróg oddechowych u dzieci często towarzyszy powiększenie węzłów chłonnych szyi. Infekcja może przebiegać bez gorączki, częściej jednak występuje stan podgorączkowy, a czasem wysoka gorączka, utrzymująca się do trzech dni. Początkowo z nosa wypływa przejrzysta wodnista wydzielina, która w kolejnych dniach przechodzi w gęstniejący śluzowo-ropny katar utrzymujący się przez pięć–siedem dni.

    Zielony lub żółty kolor wydzieliny z nosa – często niesłusznie uważany za objaw nadkażenia bakteryjnego i kliniczne wskazanie do leczenia antybiotykami – jest przede wszystkim związany z naciekiem komórek - neutrofilów zawierających ziarnistości barwne.

    Objawy wirusowego zakażenia u dzieci zaczynają ustępować samoistnie pod koniec tygodnia i u większości chorych znikają po około dziesięciu dniach. Mogą jednak trwać dłużej niż u dorosłych, czasami nawet dwa tygodnie. W końcu dziecko zdrowieje.

    Wszyscy to znamy, każdy miał z tym do czynienia po wielokroć. I, jak to bywa, powstała cała ludowa mądrość, wiele mocno ugruntowanych, czasem nawet sprzecznych ze sobą przekonań. Niektóre są po prostu głupie i utrudniają życie chorym, opiekunom i lekarzom, inne mogą być wręcz niebezpieczne.

 

2. Dla kogo choroba jest niebezpieczna, a kto choruje najczęściej?

Powszechnie uważa się, że przeziębienie, to tylko przeziębienie. Nic poważnego.

    Dla dorosłych, tak. Dziecka w pierwszych miesiącach życia lepiej nie zarażać ze względu na duże ryzyko rozprzestrzeniania się choroby do oskrzeli, płuc i uszu – co wymaga zwykle leczenia szpitalnego.

    Z tego rodzice często nie zdają sobie sprawy. Sądzą, że katar jest taką samą łagodną chorobą dla małego dziecka, jak dla dorosłego. Na pytanie, czy ktoś w domu był przeziębiony, często słyszę: ależ skąd. Mama miała tylko katar, a tatę bolało gardło. Tymczasem to, co jest banalną dolegliwością u dorosłego albo u starszego dziecka, może być niebezpieczne dla jego młodszego brata czy siostry. 

    Małe dziecko łatwiej zachoruje, będzie chorowało dłużej, dokuczliwe objawy będą bardziej nasilone. Im dziecko młodsze, tym większe jest ryzyko rozwoju choroby i powikłań.

    Każdy organizm produkuje specyficzne białka – immunoglobuliny, czyli przeciwciała, które mają zdolność rozpoznawania zarazków i ich niszczenia. Dziecko ma przeciwciała przekazane od matki, ale w ciągu dwóch–trzech pierwszych miesięcy życia stopniowo je traci. Zdolność niemowlęcia do produkcji własnych przeciwciał jest w pierwszym półroczu znacznie ograniczona.

    Wąskie i krótkie drogi oddechowe małego człowieka łatwo zatykają się gęstym śluzem, ich błona śluzowa jest łatwo przepuszczalna, a aparat rzęskowy mało wydolny. Dlatego dzieci chorują znacznie częściej niż ich rodzice. Jak w życiu, dużemu byle kto nie podskoczy. Na szczęście odporność nabyta wzrasta – wraz z wysokością. Z każdym kolejnym rokiem dziecko jest wyższe i podobnie wyższa staje się jego odporność. Malec będzie chorować rzadziej, przynajmniej do czasu przedszkola.

    Tymczasem należy zrobić wszystko, co możliwe, aby niemowlę nie kontaktowało się z przeziębionymi. Poważnie trzeba rozważyć, czy w sezonie jesienno-zimowym rodzeństwo niemowlaka – przynajmniej dopóki nie skończy on czterech miesięcy – powinno chodzić do przedszkola. Rodzice muszą być świadomi, że nie uda się zachować prawidłowych relacji między odpychanym starszakiem a czekającym na zarażenie maluchem.

W sezonie dziecko choruje bez chwili przerwy. To dlatego że nie zostało raz a porządnie doleczone.

    Nie, nie dlatego. Infekcje są jak kurz, który pojawia się ponownie, nie dlatego, że nie został porządnie wysprzątany. Dziecko choruje bez przerwy, bo osłabione chorobą łatwiej zaraża się ponownie.

    Maluchy często są zarażane przez rodzinę. Zarazki zwykle przynoszą do domu rodzice z pracy albo starsze rodzeństwo z przedszkola lub szkoły. Dzieci zarażają się od siebie wzajemnie. Zakażenie wywołane przez jeden rodzaj zarazków ułatwia nadkażenie przez inny. Dlatego przeziębiony maluch, idąc do przedszkola, nie tylko pozaraża swą grupę, ale sam wróci w gorszym stanie, niż poszedł i jeszcze bardziej będzie zarażał domowników. Uczęszczanie do żłobka i przedszkola, podobnie jak niezdrowy tryb życia, zwiększa ryzyko zakażeń. Wyliczono, że mały przedszkolak jest mniej lub bardziej przeziębiony przeciętnie przez pół roku – co roku. Dziecko uważane za zdrowe, bez żadnych zaburzeń odporności, nim skończy pięć lat, może przechodzić nawet dziesięć zakażeń dróg oddechowych w ciągu roku. Przeziębienie jest najczęstszą chorobą w cywilizowanym świecie. Z punktu widzenia pediatry dziecko idzie do przedszkola po nowe zakażenie.

Dzieci wracają chore z przedszkola albo żłobka, gdzie wszyscy kichają i zaślinionymi łapkami dotykają wspólnych zabawek.

 

3. Kiedy do lekarza?

Im wcześniej do lekarza, tym szybciej choroba zostanie wyleczona.

    Tak błędnie sądzi wielu rodziców. Często chcą zapisywać dziecko na wizytę w trakcie odbierania go ze żłobka czy z przedszkola, gdy personel zwraca uwagę, że maluch kaszle lub gorączkuje. Pośpiech rodziców zwykle wynika z chęci podania leków, które powstrzymają rozwój przeziębienia, czy też innej wykluwającej się choroby. A najlepiej takich, po których dziecko nie będzie miało więcej katarów i kaszlów.

Dobry lekarz od razu pozna, co dziecku jest.

Nie ma aż tak dobrych lekarzy, chyba, że są jasnowidzami.  

    Żeby leczyć, lekarz musi najpierw rozpoznać chorobę, a z chorobą jest jak z kiełkującą roślinką – początkowo nie widać, co wyrasta. Bardzo wiele chorób zaczyna się w ten sam sposób i zbyt wczesna wizyta u lekarza najczęściej opóźnia rozpoznanie.

    W trakcie przeziębienia zmieniają się wszystkie objawy – katar z wodnistego staje się gęstniejący i żółty, kaszel suchy przechodzi w wilgotny, a gorączka występuje z mniejszą częstotliwością. To jest naturalne. Rodzice jednak niewiele o tym wiedzą i wyobrażają sobie, że choroba wygląda tak samo, kiedy się zaczyna i kiedy kończy.

    Lekarz rozpoznaje chorobę na podstawie nieprawidłowości stwierdzonych podczas badania i tego, czego się dowie o dotychczasowym jej przebiegu – od rodziców. Postawiona w ten sposób diagnoza, to rozpoznanie wstępne. Brak umiejętności wróżenia z fusów i czytania z kryształowej kuli uniemożliwia rozpoznanie ostateczne. Staje się ono możliwe dopiero po zakończeniu choroby.

    Ten przykry fakt potrafi podważyć autorytet lekarza. Często słyszę, że dziecko przed tygodniem było u lekarza, który się „nie poznał” na chorobie. A siedem dni to 168 godzin, w ciągu których wiele mogło się zdarzyć. Nawet następne zakażenie.

    Na szczęście rozpoznanie wstępne i ostateczne często bywają zgodne, zwłaszcza jeśli dziecko nie jest badane zbyt wcześnie. Na „wyklucie się” kolejnych objawów potrzeba czasu, po jednym akordzie trudno powiedzieć, jaka to melodia.

    Chore dziecko trzeba czujnie obserwować. Banalne przeziębienie czasem może okazać się groźną inwazyjną chorobą bakteryjną. Zdarza się to rzadko, musimy jednak zachować czujność, zwracać uwagę nie tylko na objawy, lecz także na dynamikę ich zmienności.

Istotna jest odpowiedź na pytania:

czy zmienność choroby potwierdza wstępne rozpoznanie?

czy zmienność objawów wskazuje na pomyślny przebieg choroby?

czy pojawiają się nowe objawy, mogące wskazywać na powikłanie choroby?

Zgłoszenie się do lekarza w istotnym stopniu zależy od oceny choroby oraz niepokoju opiekunów.

Przykłady

Jaś, dwa lata.
Rano rodzice zaobserwowali, że w nosie pojawił się obfity wodnisty katar, dziecko było marudne i niechętnie jadło śniadanie. Temperatura wynosiła 37,7°C. Rodzice zadzwonili do przychodni i poprosili o wizytę na dzień następny.

Franek, osiem lat.
Dziecko zostało przyprowadzone po dwóch dniach wysokiej gorączki – powyżej 39°C, z uczuciem dreszczy, nudnościami i silnym bólem gardła. Bez kataru i kaszlu.

Kasia, sześć lat.
Przez cztery dni rodzice obserwowali występowanie podgorączki – do 38°C, wodnisty katar, pokasływanie i gorsze samopoczucie. Zapisali dziecko na wizytę w piątym dniu choroby z powodu nasilającego się bólu gardła oraz pojawienia się bólu ucha.

Klara, sześć lat.
Pozostała w domu z powodu gorączki dochodzącej do 38,3°C, kichania, kataru wodnistego z nasilonym utrudnieniem oddychania przez nos, bólu gardła w godzinach porannych, pobolewania brzucha. Po czterech dniach obserwacji gorączka ustąpiła, katar zgęstniał, pojawił się kaszel wilgotny w godzinach porannych. W kolejnych dniach katar stał się żółtozielony, a kaszel występował rano i po wysiłku. Po tygodniu chorowania dolegliwości wyraźnie złagodniały. Po dziesięciu dniach choroby dziewczynka bez kataru i innych niedomagań powróciła do szkoły, bez wizyty u lekarza.

Janek, rok.
Katar, kaszel od trzech dni, rodzice zgłosili się z dzieckiem czwartego dnia chorowania, po dwóch dniach gorączki do 39°C, bez innych istotnych dolegliwości. Dziecko po obniżeniu gorączki czuło się dobrze.

Omówienie przypadków

    Rodzice Jasia zaobserwowali początkowe objawy zakażenia górnych dróg oddechowych. Mieli świadomość, że w tym stanie synek nie może być posłany do przedszkola. Mama musiała wziąć zwolnienie z pracy i pozostać z dzieckiem. Słusznie uważali, że kolejny dzień obserwacji dziecka w „zdrowych domowych klimatach” pomoże lekarzowi lepiej ocenić chorobę, a zwolnienie na opiekę będzie mogło być wystawione z jednym dniem wstecz.

    U Franka dominującymi dolegliwościami były ból gardła i wysoka gorączka. Brak objawów kataralnych słusznie zaniepokoił rodziców. Obraz kliniczny choroby nie był typowy dla przeziębienia.

    Ból gardła może być objawem lekkich, niegroźnych zakażeń wirusowych. Towarzysząca wysoka gorączka bez kataru i kaszlu może wskazywać na choroby znacznie rzadziej występujące, ale zarazem groźniejsze dla dziecka: paciorkowcowe zapalenie gardła, mononukleozę zakaźną czy ropnie okołomigdałkowe i zagardłowe. W rozpoznaniu tych chorób nie zawsze wystarczy badanie lekarskie. Czasami konieczne są badania dodatkowe.

    Mononukleoza zakaźna ma objawy przypominające przeziębienie przebiegające z zapaleniem gardła. Wywołują ją wirusy Epsteina-Barra. Obraz kliniczny ostrego zakażenia wirusem jest zależny od wieku pacjenta i odpowiedzi immunologicznej. Ostra infekcja u dzieci ma często przebieg skąpoobjawowy, ale z wiekiem zwiększa się ryzyko powikłań. Trzy najczęściej występujące objawy, to ból gardła, osłabienie, ból głowy. Temperatura jest podwyższona przez pięć do siedmiu dni i potem obniża się do poziomu fizjologicznego. Objawy mononukleozy zakaźnej mogą trwać dłużej niż inne zakażenia wirusowe, nawet do szesnastu dni, natomiast osłabienie – nawet do kilku miesięcy. Bywa trudna do rozpoznania, ponieważ objawy przypominają inne zakażenia. Jednoznaczna diagnoza może być postawiona na podstawie testów laboratoryjnych i po wykryciu przeciwciał. Wczesne zakażenia udaje się uchwycić tylko w bardzo specjalistycznym badaniu – PCR. Leczenie jest głównie objawowe – polega na kontrolowaniu temperatury i podawaniu środków przeciwbólowych. Opóźnienie ostatecznego rozpoznania mononukleozy nie ma więc dla chorego istotnego znaczenia.

    U Franka objawy i nieprawidłowości stwierdzone podczas badania wskazywały na paciorkowcowe zapalenie gardła, czyli anginę. Choroba ta wywoływana jest przez streptokoki z grupy A i najczęściej zapada się na nią zimą oraz wiosną. Prawidłowe rozpoznanie zakażenia jest bardzo ważne, ponieważ bakterie mogą powodować wiele ciężkich schorzeń (gorączkę reumatyczną, choroby serca oraz kłębuszkowe zapalenie nerek). Trudność polega na tym, że objawy są identyczne z objawami różnych innych zakażeń – najczęściej ból gardła, zaburzenia połykania, gorączka powyżej 38°C. Gorączka samoistnie ustępuje po trzech–pięciu dniach, a ból gardła po tygodniu. Charakterystyczne są brak kataru i kaszlu, tkliwe węzły chłonne szyjne przednie oraz wysięk na powierzchni migdałków. Często ostateczna diagnoza może być postawiona po wykonaniu antygenowych testów laboratoryjnych. Leczenie opiera się na zastosowaniu antybiotyków (w celu uniknięcia powikłań) oraz środków przeciwbólowych i przeciwgorączkowych, gdy dolegliwości powodują nasilony dyskomfort.

    U Kasi pojawienie się dodatkowych dolegliwości w trakcie przeziębienia mogło wskazywać na powikłania lub nowe zakażenia. Badanie lekarskie pomogło je wykluczyć (w dniu badania). Zalecono kontynuację leczenia objawowego oraz czujną obserwację dalszego przebiegu choroby.

    Choroba Klary miała typowy przebieg niepowikłanego zakażenia górnych dróg oddechowych. Obserwowana po czterech dniach poprawa oznaczała, że dziewczynka wraca do zdrowia. Jak w każdej chorobie, potrzeba było kilku dalszych dni, żeby dziewczynka wyzdrowiała. Choroba „uczy” pokory i cierpliwości. Klara nie wymagała kontroli lekarskiej.

    U Janka przeciwnie, pojawienie się wysokiej gorączki mogło wskazywać na powikłanie. Rzeczywiście, w przebiegu wirusowego zakażenia górnych dróg oddechowych wystąpiło zapalenie ucha środkowego. Do leczenia włączono antybiotyk, który wyleczył powikłanie, ale oczywiście nie skrócił czasu leczenia przeziębienia.

 

4. jak postępować z chorym dzieckiem?  Jakie Leki są najskuteczniejsze w leczeniu przeziębień?

Jedynym skutecznym lekarstwem na przeziębienie jest antybiotyk.

Nie i jeszcze raz nie.

    Stale to słyszę: rodzice byli z dzieckiem u lekarza, który rozpoznał przeziębienie, zapisał jakieś syropki – a dziecko wciąż chore. Uważają, że trzeba mu dać antybiotyk, żeby w końcu wyzdrowiało, bo samo sobie nie poradzi, najlepiej taki porządny, żeby choroba nie wracała.

    Przyznaję, wirusów nie widać gołym okiem, ale to nie znaczy, że ich nie ma. A na wirusy antybiotyki nie działają. Bywa, że dzieci leczone antybiotykami, na przykład z powodu zakażenia układu moczowego, „łapią” przeziębienie – to jest właśnie dowód na nieskuteczność antybiotyków w chorobach wirusowych. Tłumaczę rodzicom, że z nawracającymi infekcjami jest jak z dachem: z daleka widzimy jedną płaszczyznę, ale z bliska można dostrzec wiele nakładających się dachówek. Coś, co wygląda jak jedna niekończąca się choroba – to są kolejne, odrębne infekcje.

    Rodzice mówią: „Pan doktor to nie lubi antybiotyków”. Owszem, bardzo lubię, bywają niezbędne – ale nie mają najmniejszej szansy wyleczenia chorób wywołanych przez wirusy. W medycynie obowiązuje zasada: lek podajemy tylko wtedy, kiedy korzyści wynikające z jego podania przewyższają skutki uboczne. Inaczej mówiąc, wybieramy mniejsze zło. Antybiotyki też mają swoje skutki uboczne, przede wszystkim niszczą i te bakterie, które są nam potrzebne. Drobnoustroje bytujące w jelitach (jest ich sporo, u dorosłego człowieka 1–2 kg) zapobiegają namnażaniu zarazków chorobotwórczych i są częścią układu obronnego człowieka. Antybiotyki atakują również tę florę jelit – jak bomba rzucona na pole bitwy jednakowo zabijają swoich i wrogów. Im częściej i dłużej stosujemy takie leczenie, tym szkoda poantybiotykowa może być większa.

    W Polsce „zjada” się dwa razy więcej antybiotyków niż w bogatej Szwajcarii. Eksperci oceniają, że w naszym kraju połowa wszystkich antybiotyków została przepisana mimo braku bezwzględnych wskazań do ich zastosowania. Antybiotyki przecież nie działają na wirusy.

Jeśli nawet zakażenie jest wirusowe, można dać antybiotyk – na wszelki wypadek.

    Nie. Postępowanie powinno być adekwatne do problemu, czyli robimy to, co jest w danym okresie choroby wskazane. W pierwszych dniach zakażenia górnych dróg oddechowych, szczególnie przebiegającego z katarem i bez gorączki, zalecane jest „leczenie domowe” – łagodzimy objawy choroby. I nie syropkami, tym bardziej że skuteczność wielu z nich nie jest naukowo potwierdzona, a zawartość samego cukru, dodatków smakowych i barwników może być dla małego dziecka szkodliwa.

    Trudno wyobrazić sobie współczesną medycynę bez antybiotykoterapii, ale może będziemy musieli – z powodu wzrastającej odporności bakterii na stosowane antybiotyki. Przed czterema laty, z powodu zakażeń, których nie było już czym leczyć – bo lekarze nie mieli do wyboru żadnego skutecznego antybiotyku – zmarło w Unii Europejskiej 25 tysięcy osób.

    Istotnym problemem u dzieci bywa podejrzenie uczulenia na antybiotyk. Jeśli podczas leczenia zakażenia wirusowego występuje drobna czerwona i nieswędząca wysypka, to nie musi być reakcja alergiczna na lek. Czasami są to reakcje na konserwanty czy barwniki, a jeszcze częściej wysypka jest spowodowana samym zakażeniem. Niemniej wykluczenie wysypki uczuleniowej bywa dla lekarza bardzo trudne, a ponowne podanie antybiotyku z tej samej lub podobnej grupy może spowodować wstrząs anafilaktyczny zagrażający życiu. Takie podejrzane antybiotyki są eliminowane z procesu leczenia, co ogranicza możliwości terapeutyczne.

    Nie ma superleków na przeziębienie. Telewizja pełna jest reklam, w których, jak w bajce, wystarczy wypić albo połknąć jakiś cudowny środek i już nazajutrz po chorobie ani śladu; w życiu tak nie jest. W żadnej innej chorobie nie stosuje się tak dużo nieskutecznych leków co w przeziębieniu.

    Zespół ekspertów w dostępnych w Internecie Rekomen­dacjach postępowania w pozaszpitalnych zakażeniach układu oddechowego 2010 nie zaleca w leczeniu zakażeń górnych dróg oddechowych stosowania:

leków obkurczających naczynia błony śluzowej, szczególnie w połączeniu z lekami przeciwhistaminowymi – u dzieci poniżej drugiego roku życia,

witaminy C,

wyciągów z jeżówki,

leków przeciwkaszlowych.

    Eksperci podkreślają, że „nie wolno stosować u dzieci leków przeciwkaszlowych i na przeziębienie dostępnych w sprzedaży bez recepty, jeśli w obowiązujących wskazaniach wiek dziecięcy nie jest wymieniany”; także „Preparaty zawierające dekstrometorfan nie są zalecane dzieciom poniżej szóstego roku życia”.

    Wśród specjalistów panuje zgodna opinia, że u dzieci bez alergii stosowanie leków przeciwhistaminowych jest nieuzasadnione. Nie potwierdzono ich skuteczności w leczeniu infekcji wirusowych, a możliwe działanie przeciwzapalne nie ma znaczenia klinicznego. 
Często stosowanej klemastyny (lek I generacji) nie zaleca się w leczeniu alergicznego nieżytu nosa u dzieci ze względu na jej działania niepożądane na ośrodkowy układ nerwowy (senność, zaburzenia koncentracji).

    Powszechnie stosowane leki przeziębieniowe często wywołują więcej skutków ubocznych niż przynoszą korzyści. Bywa, że to co może pomóc w początkowym okresie przeziębienia, w późniejszym okresie szkodzi. Przykładem są chociażby preparaty wapnia. Owszem, mogą pomóc, ale tylko w fazie wodnistego kataru, później przyczyniają się do nadmiernego zagęszczania śluzu i utrudnienia jego ewakuacji.

Im więcej leków, tym dziecko z przeziębienia szybciej zostanie wyleczone.

    Niestety, nie. Brakuje leków przeciwwirusowych, czyli działających na przyczynę choroby. W ograniczonym zakresie możemy stosować leki działające na jej objawy. (Leki, które wpływają na kaszel, zostały opisane przy kaszlu właśnie, a przeciwgorączkowe w części poświęconej gorączce).

    Podstawą leczenia przeziębienia pozostaje odpowiednie napojenie, oczyszczanie nosa i oskrzeli z zalegających wydzielin i stymulacja jego naturalnych procesów obrony.

 

5. Czy wszyscy domownicy muszą się pozarażać od przeziębionego?

    Niekoniecznie. Można znacznie zmniejszyć ryzyko zakażenia dzięki wprowadzeniu reżimu sanitarnego, który polega na izolacji chorego i zachowaniu higieny.

    Do zakażenia dochodzi drogą kropelkową oraz przez styczność z wydzieliną z nosa i gardła osoby chorej, a także przez zakażone przedmioty. Wiadomo, że przeziębieniem najczęściej (70%) zarażamy się podczas bezpośredniego kontaktu – twarzy z twarzą, a tylko 5% na odległość. U co czwartego przeziębionego do zachorowania doszło przez ręce.

    Jeśli przeziębi się ktoś dorosły – trzeba go izolować od dziecka. Przeziębione rodzeństwo albo ojciec nie powinni przebywać w jednym pokoju z maluchem i jego matką. Wskazane jest izolowanie chorych przez cały czas choroby i jeszcze trzy dni po ustąpieniu gorączki, kataru i męczącego kaszlu. Można rozważyć wysłanie chorego do rodziny, gdzie nie mieszkają niemowlęta. Jeśli matka jest chora – warto ściągnąć do opieki nad dzieckiem kogoś zdrowego spośród krewnych i znajomych.

    Jeśli przeziębi się matka karmiąca, również powinna przebywać w innym pokoju niż dziecko i przychodzić tylko na karmienie, w maseczce na twarzy (należy zakładać świeżą maseczkę na każde karmienie). Oczywiście, wcześniej musi bardzo dokładnie umyć ręce.

Przytulić dziecko – trudno go przecież nie przytulić – lepiej do piersi niż do twarzy.

    Wszyscy powinni bardzo często myć ręce (żeby np. nie zostawić bakterii na klamkach i innych przedmiotach) – wodą z mydłem, przez 20 sekund, potem wytrzeć ręcznikiem jednorazowym. Środek odkażający na bazie alkoholu wcieramy w dłonie, aż wyschnie.

Proste, a skuteczne. Jeśli chory nosi w domu maseczkę i przestrzega ścisłej higieny rąk, ryzyko zakażenia domowników spada o 50%.

    Jeżeli chore jest dziecko, trzeba uważać, żeby nie zarazili się od niego rodzice. Choroba dziecka zwykle się wydłuża o czas choroby mamy czy taty i wzrasta ryzyko powikłań. Dzieci czekają, aż rodzice pierwsi dadzą dobry przykład i wrócą do zdrowia.

Jeśli dziecko choruje, to nie ma znaczenia, czy dalej styka się z innymi przeziębionymi. Przecież już to i tak ma.

    Nie. Choroba przeziębieniowa wywoływana jest przez 200 różnych wirusów. Kiedy nasze dziecko ze wszystkich sił walczy ze swoimi zarazkami, następne mają łatwiej – do armii, która już zaatakowała maleństwo, dołącza druga, siejąc kolejne spustoszenie. Zanim dziecko wyzdrowieje, mogą się rozwinąć nowa choroba i powikłania.

    W grupach przedszkolnych okresowo dochodzi do wzrostu liczby zakażeń górnych dróg oddechowych, zdarza się, że choruje nawet 3/4 grupy. Wytłumaczenie tego jest proste: duża zakaźność w skupisku z naturalnie niską odpornością. Najczęściej dzieci zaczynają chorować pod koniec tygodnia – przegrywają po kolejnych dniach walki z zarazkami.

    Nie wszyscy lekarze zgadzają się z moimi 30 letnimi obserwacjami. Uważają: " przeziębienie z powodów epidemiologicznych nie uzasadnia zwolnienia ze szkoły, chyba że dziecko czuje się zbyt źle, by brać udział w rutynowych zajęciach, gdyż wirusy, które wywołują tę chorobę, rozprzestrzeniają się przed wystąpieniem objawów, w trakcie i jeszcze po ich ustąpieniu, zatem izolacja dziecka w okresie objawowym nie zmniejsza istotnie ryzyka zakażeń". Swoją opinię uzasadniają na braku wiarygodnych badań, przyznając, że: " zdrowy rozsądek podpowiada wprawdzie, że wyłączenie z zajęć chorych dzieci (np. gorączkujących) zapobiega rozprzestrzenianiu się infekcji". Przyznają: " Bezwzględnie pozostać w domu powinno dziecko, któremu choroba uniemożliwia efektywne (komfortowe) uczestniczenie w zajęciach. W szkole nie może też przebywać dziecko, które z powodu choroby wymaga opieki większej niż ta, którą pracownicy szkoły mogą mu zapewnić, lub jeśli istnieje ryzyko zakażenia innych dzieci."

    Moje doświadczenia wskazują, że bardziej należy zawierzyć rozsądkowi, niż wynikom badań, którym czasami dużo brakuje do wiarygodności. Szukając można znaleźć publikacje wskazujące na sensowność nie tylko higieny, ale i reżimu sanitarnego. Nie można zapominać, że każdy chory może się pochorować jeszcze bardziej, gdy zabraknie mu zdrowego klimatu.

    Zachorowanie dziecka to zawsze problem dla rodziców – kto weźmie zwolnienie na opiekę? Ojciec? Matka? A może babcia weźmie urlop? Nic dziwnego, że jest przemożna chęć wysłania chorego do przedszkola lub szkoły. Najlepiej, gdy lekarz zbada, da leki i niech maluch dalej chodzi.

    Nie tak dawno we Wrocławiu, gdy przeziębiła się czwórka dzieci zaprzyjaźnionych ze sobą rodziców, przedsiębiorcze matki wpadły na taki oto pomysł: zwolnienie wzięła jedna z nich i po weekendowym leczeniu w domach wszystkie dzieci zwieziono w jedno miejsce, pod jej opiekę. Zabawa chorych dzieci trwała trzy dni, czwartego – wysoka gorączka i męczący kaszel „pościnały” całe towarzystwo. Dzieci miały poważne powikłania, dalsze leczenie zajęło dwa tygodnie.

    Matki zlekceważyły wszystkie możliwe prawa przyrody. Nie uwierzyły, że choroby są zaraźliwe, że wirusy są liczne i różnorodne, że chory może się pochorować łatwiej niż zdrowy oraz że czas choroby i ryzyko powikłań są proporcjonalne do liczby chorych w domu. Zbagatelizowały podstawowe zasady zdrowego klimatu i reżimu sanitarnego. Zawierzyły cudownej mocy syropków, którymi poiły dzieci.

    W konsekwencji rozpoznano bakteryjne nadkażenia z powikłaniami w uszach u dwojga dzieci, w oskrzelach – też u dwojga, jedno miało na dodatek zapalenie płuc. I szczęśliwie, że nie doszło do jeszcze groźniejszych chorób bakteryjnych.

Chore dziecko musi mieć bardzo ciepło w domu.

    Nie musi. Kiedy dziecko się przeziębi, rodzice często zwiększają temperaturę w domu, czym jeszcze bardziej utrudniają dziecku oddychanie. Zbyt ciepłe i suche powietrze nawet u zdrowego malca może spowodować sapkę.

    Podstawą leczenia domowego jest zdrowy klimat. W dzień temperatura w domu powinna wynosić 20–21°C, w nocy tylko 17–18°C. Zalecenia te dotyczą dzieci, które skończyły pierwszy rok życia, niemowlęta powinny mieć dostosowany klimat do ich możliwości.  Pomieszczenia trzeba dokładnie wietrzyć – w ten sposób zmniejsza się stężenie zarazków w otaczającym nas powietrzu. Podobnie w parku jest znacznie mniej zarazków niż w domu, w którym ktoś choruje.

    Jeśli dziecko nie ma gorączki, a pogoda jest dobra – nie ma powodu, żeby nie wyszło na spacer. Trzeba tylko odpowiednio je ubrać i zachować rozsądek. Sami się zorientujemy, jak długo ten spacer ma trwać. Należy wystrzegać się „sportów ekstremalnych”, dziecko nie powinno się spocić ani zmarznąć. Trzeba też pamiętać, żeby nie wyziębiało się w domu, na przykład w czasie zabawy na zimnej podłodze. Dotyczy to zwłaszcza maluchów raczkujących.

    Zmarznąć nie mogą również dorośli. W końcu to ich dobre zdrowie jest warunkiem dobrego zdrowia dzieci. Babcine gadanie o ciepłych butach i czapce ma swoje uzasadnienie – sam się o tym przekonałem. Unikam wyziębienia i długo jestem w stanie przetrwać wizyty kaszlących i zasmarkanych pacjentów.

Szkoda, że nie ma mrozu. Mróz jest zdrowy – wymrozi zarazki.

    Nic podobnego. Zarazki nie wiszą na drzewach – przenoszą się z człowieka na człowieka. Podczas mrozów ludzie chorują mniej, bo wreszcie ubierają się rozsądnie. Kiedy temperatura rośnie, nagle ubranie przestaje być ważne – a zarazki tylko na to czekają.

    Sezon infekcyjny zwykle występuje w sezonie grzewczym, w mieszkaniach nie tylko bywa zbyt ciepłe, lecz także powietrze jest zbyt suche. Wilgotność powietrza należy utrzymywać na poziomie 50%. Można rozwieszać mokre ręczniki na grzejnikach, ustawić otwarte zbiorniki z wodą, można też użyć nawilżaczy ultradźwiękowych albo ciśnieniowych. Nawilżone powietrze chroni błonę śluzową dróg oddechowych przed wysychaniem i zapobiega gęstnieniu wydzieliny, a w konsekwencji zatykaniu wąskich dróg oddechowych.

    Udowodniono, że styl życia (w tym bierne palenie tytoniu, niedobory snu, nieprawidłowa dieta) wpływa na częstość infekcji u małych pacjentów.

    Bardzo szkodliwe jest bierne palenie papierosów. Aż 40% polskich dzieci jest codziennie na to narażonych. Dym tytoniowy niszczy nabłonek dróg oddechowych i ułatwia wnikanie zarazków, zwłaszcza wirusów. Palenie tytoniu, jeśli nawet nie odbywa się w obecności dziecka, też stanowi poważne zagrożenie, nie tylko dla osoby palącej. Szkodliwe substancje znajdują się wciąż w powietrzu wydychanym przez palacza. Palacze chorują częściej, zmuszają do biernego palenia swoje otoczenie i promują papierosy – uczą dzieci, że palenie jest czymś dobrym. A nie jest.

    Zdrowy klimat, to również zdrowa atmosfera. Stres dotyka nas już od kołyski. Przewlekły lęk powoduje zwiększone wydzielanie katecholamin, które obniżają poziom immunoglobulin, a te z kolei są odpowiedzialne za nasze siły obronne. Dawno udowodniono, że zestresowani znacznie częściej chorują. Nic dziwnego, że dzieci „dygotki” rozpaczające w żłobkach czy przedszkolach chorują częściej niż ich koledzy „luzacy”. Stres dziecka w szkole bywa trudniej i później zauważalny niż przedszkolny. Nie tylko wymagania rodziców, czy też nauczycieli są dziecięcym problemem. Niestety, dla wielu niszczycielskie jest zachowanie rówieśników. A może warsztaty zarządzania stresem należy wprowadzić już do przedszkola? Niemniej nic nie zwalnia rodziców od odpowiedzialności za zachowanie ich pociech wobec rówieśników.

Nie można zapominać również o zdrowym stylu życia.

    Wszyscy wiemy, jaką rolę w nim odgrywa jedzenie. Powiedz, co jesz, a powiem, kim jesteś. Prawidłowe odżywianie małego dziecka jest istotne dla kształtowania jego odporności. Szczególnie ważne jest karmienie piersią, zwłaszcza w pierwszym półroczu życia malca. Wspomaga jego prawidłowy rozwój i pozytywnie wpływa na wzmocnienie układu odpornościowego. Od piątego–szóstego miesiąca należy stopniowo wzbogacać dietę dziecka. Badania przeprowadzone ostatnio przez ekspertów z CZD wykazały, że jedynie 7% polskich mam stosuje się do zaleceń żywieniowych dla niemowląt w drugim półroczu ich życia. W kolejnych latach nie jest lepiej. Po pierwszym roku życia co piąty maluch jest przekarmiany, co drugi je to samo co rodzice. Dzieci zjadają za dużo cukru, soli oraz różnych barwników i konserwantów. Za przykładem rodziców pośpiesznie pochłaniają zbyt późne posiłki. Oglądając telewizję, nie skupiają się na jedzeniu i jego dokładnym gryzieniu. Rodzice skarżą się, że dziecko nie chce jeść warzyw i owoców, ale czy sami dają dobry przykład?. Do wyboru zdrowszych pokarmów może pomóc zadanie dziecku pytania: „Co by wybrał twój bohater do jedzenia?”. Batman lub Spiderman czasami mogą mieć większy wpływ na postawę dziecka niż rodzic.

    Udokumentowano, że „kanapowcy” trzykrotnie częściej chorują niż sportowcy. Od usportowienia rodziców zależy aktywność fizyczna ich dzieci. Jej ocena stanowi jednak poważny problem. Bawiące się dziecko rodzice postrzegają jako bardzo aktywne. Zapewne przez nieuzasadnione porównanie z własną aktywnością. A wysiłek fizyczny, jak wskazuje sama nazwa, jest stanem prowadzącym do zmęczenia. Oczywiście, obciążenia fizyczne muszą być dostosowane nie tylko do wieku, ale i do możliwości. Dzieci posyłane są na naukę języków obcych, muzykę, plastykę i brakuje im czasu na sport.

 

6. Naturalne mechanizmy leczenia czyli obrony

Chore dziecko musi leżeć w łóżku.

    Nie. Leżenie w łóżku, to dla dziecka trudna do zniesienia kara. Jeśli się czuje dobrze i w łóżku nudzi – będzie nieustannie wstawało i biegało boso po zimnej podłodze, a jeśli uda się je utrzymać w pozycji leżącej, oddech będzie miało płytszy, niż gdyby się normalnie ruszało. Lepiej ubrać je ciepło i niech chodzi po domu, a nawet biega, jak ma ochotę. Będzie wtedy głęboko oddychać. Głębokie oddychanie podczas zakażeń dróg oddechowych jest bardzo ważne. Wyzwalany przepływ powietrza będzie oczyszczał, podobnie jak się dzieje z odkurzaczem i dmuchawą.

Dziecko powinno wydmuchiwać nos z całych sił – inaczej nałyka się kataru.

    Jeśli się nawet nałyka, to soki trawienne skutecznie go strawią. Z medycznego punktu widzenia nie jest istotne, czy dziecko umie wydmuchać nos, czy wciąga śluz. Ważniejsze jest udrożnienie nosa. Od tego w dużym stopniu zależy zwalczanie zakażenia górnych dróg oddechowych.

    Wodnisty katar sam wypływa, trzeba tylko systematycznie natłuszczać skórę noska i pod noskiem, co zapobiegnie zaczerwienieniu i pękaniu. Natomiast gęstniejącą wydzielinę trzeba usuwać.

Rodzice często nakłaniają dzieci do dmuchania w chusteczkę tak mocno, jak się da – ale tym sposobem nie oczyszczamy nosa skuteczniej, tylko wtłaczamy zakażony śluz do zatok i uszu.

    U maluchów można zastosować krople soli fizjologicznej, ogrzane do temperatury około 35°C. Preparaty określane jako hipertoniczne mogą nie tylko wypłukiwać śluz, lecz także zmniejszać obrzęk śluzówek – wolno jednak sięgać wyłącznie po preparaty dostosowane do wieku dziecka. Po ich zaaplikowaniu może wystąpić oczyszczający nos odruch kichania. Niemowlęta powinniśmy wtedy przekręcić na brzuszek – podany płyn, jeśli nawet nie zostanie wykichany, sam wypłynie.

    Gdy w nosku małego dziecka nadal słychać furkotanie, można odciągnąć śluz za pomocą specjalnego odsysacza. Nie wolno używać jednoczęściowych gumowych gruszek – nie da się ich dokładnie oczyścić, mogą zatem stanowić „bakteriologiczną bombę”, której zawartość zostanie wdmuchnięta do noska.

    Nosek dziecka może być zatkany nie tylko gęstym śluzem. Ponieważ jest mały, to jego przewody wewnętrzne są wąskie. Nawet niewielki ich obrzęk i niewielka ilość śluzu mogą spowodować blokadę. Rodzice często informują: z nosa nic nie wypływa, nic w nim nie ma, a dziecko i tak nie może oddychać nosem.

    Przyczyną jest obrzęknięta śluzówka. W takich przypadkach dziecku znacznie lepiej oddycha się chłodnym powietrzem (na przykład na spacerze) albo po zastosowaniu kropli czy aerozolu obkurczającego śluzówkę. Takie preparaty muszą być odpowiednie do wieku dziecka i można je podawać do pięciu dni. Strumień aerozolu bezpieczniej kierować na boczną część nosa, a nie na przegrodę. Nie należy używać takich środków, jeśli śluz sam wycieka z nosa lub jeśli po usunięciu śluzu dziecko swobodnie oddycha z zamkniętą buzią. Zbyt wczesne podanie kropli obkurczających uniemożliwi ich zastosowanie, gdy będą bardziej potrzebne.

    Może to też być alergia. Jeśli maluch intensywnie kicha na kota albo inne kwiatki – płynące z przekrwionych oczek łzy nie są oznaką wzruszenia. Może to być alergiczny nieżyt nosa – choroba występująca cały rok lub okresowo, gdy wzrasta stężenie alergenów w powietrzu. Zauważyłem, że wirusy potrafią otwierać furtki dla alergenów – gdy ustąpi infekcja, zdrowa śluzówka często radzi sobie z alergenami.

    U dzieci z alergicznym nieżytem nosa konieczne bywa podawanie doustnych leków antyhistaminowych, u dzieci starszych może zachodzić konieczność dodatkowego stosowania donosowych preparatów sterydowych o niskiej biodostępności (czyli działających przeciwzapalnie tylko na śluzówkę nosa, bez istotnego wpływu na resztę organizmu). Rodzice czasem boją się długotrwałego stosowania leków, w tym jednak przypadku leki są zdecydowanie mniejszym złem niż choroba i jej następstwa. Przewlekła blokada nosa powoduje , że dziecko choruje częściej, jest bardziej zmęczone i gorzej się uczy. Problemy z uszami i zatokami zaczynają się od katarów.

    Permanentne oddychanie ustami, chrapanie, bezdechy (kilkunastosekundowa przerwa w oddychaniu) w czasie snu, powiększenie migdałków podniebiennych i płyn w uszach wskazują na przerost migdałka gardłowego. Nosek dziecka zatkany jest przerośniętym migdałkiem, jak butelka korkiem. Nawracające przeziębienia pogarszają sprawę – dlatego należy rozważyć, czy w oczekiwaniu na, często konieczne, operacyjne wycięcie migdałka dziecko powinno uczęszczać do przedszkola.

Kaszel jest męczący i trzeba go zwalczyć.

    Kaszel potrafi być bardzo uciążliwy i dla dziecka, i dla rodziców – jednym i drugim nie daje spać, u dziecka może nawet doprowadzić do wymiotów. Nic dziwnego, że lekarze proszeni są o przepisanie skutecznych leków przeciwkaszlowych. Problem polega na tym, że takich leków nie ma.

    Należy również pamiętać, że kaszel jest darem natury, odruchową reakcją obronną na zalegającą lub spływającą do gardła, tchawicy i oskrzeli wydzielinę, podobnie jak na obecność ciała obcego w drogach oddechowych, i ma na celu ich oczyszczenie. Lepsza męcząca obrona niż kapitulacja prowadząca do rozwoju choroby w oskrzelach, czy też płucach.

    Kaszel jest zresztą także objawem choroby. W początkowym okresie przeziębienia pojawia się kaszel suchy, który stanie się mniej dokuczliwy, jeśli powietrze w pokoju chorego będzie chłodniejsze (18°C) i wilgotne (60%), a nos skutecznie oczyszczany. Dolegliwości można złagodzić, podając niemowlętom w drugim półroczu ciepłą wodę: 1–3 łyżeczki kilka razy dziennie, a dzieciom powyżej pierwszego roku życia, zgodnie z rekomendacją WHO, rozpuszczony w letniej wodzie miód (jedna łyżeczka na szklankę, można dodać kilka kropel soku z cytryny). Pomocne bywają inhalacje z soli fizjologicznej. Długotrwały napad męczącego kaszlu może przerwać wdychanie przez dziecko ciepłego wilgotnego powietrza, na przykład w naparowanej łazience. Czasem lekarz zapisuje na noc syrop na kaszel suchy (może pomoże).

    W przebiegu zapalenia krtani kaszel ma charakterystyczny szczekający (foczy) charakter i często towarzyszy mu duszność wdechowa ze świstem podczas wdechu. Na kaszel krtaniowy wskazane są zimne powietrze oraz inhalacje z budesonidu. Gdy duszność jest wdechowa, należy nie tylko zadbać o oddychanie zimnym powietrzem (wyjście na zewnątrz lub posadzenie przy otwartej lodówce), lecz także podać coś zimnego i smacznego, na przykład lody. 

    Jest grupa dzieci szczególnie „uzdolnionych” do kaszlu. Mają kaszel niewspółmierny do procesu zapalnego, najczęściej nasilający się przed zaśnięciem i po obudzeniu. Badania w latach ostatnich potwierdzają teorię dotyczącą kaszlu spowodowanego nadwrażliwością odruchu kaszlowego. Praktycznie, niektóre dzieci bardziej "lubią" kaszel, a kaszel bardziej lubi wybrane dzieci.

    Wśród dzieci z alergią częściej obserwuje się skłonność do świszczącego wydechu, produkcji śluzu (nadmiernej w stosunku do zakażenia) oraz do męczącego kaszlu wilgotnego.

    U dzieci przeziębionych kaszel suchy zmienia się po kilku dniach w wilgotny. Kaszel wilgotny wywołany jest zwiększoną produkcją śluzu w oskrzelach; mamy „katar w oskrzelach”. I jak z nosa trzeba katar wydmuchać, tak z oskrzeli trzeba go wykaszleć. Kaszel jest potrzebny, ponieważ chroni oskrzela i płuca przed zakażeniem. Nie należy go hamować; nie trzeba dziecka na siłę uspokajać, żeby się nie ruszało, „bo się zakaszle”. Przeciwnie, należy prowokować wykasływanie, we właściwym czasie, czyli przed posiłkami i spaniem, i 3–4 kwadranse po podaniu syropów rozpuszczających gęsty śluz. Podskakiwanie, chociażby lubiane pajacyki działają lepiej niż nieudolne zwykle oklepywanie.

    Dziecko się wykaszle, jeśli damy mu dostatecznie dużo pić. Ciepły chudy rosołek, herbatka lipowa z prawdziwym sokiem malinowym czy herbatki owocowe bywają skuteczniejsze od wielu kosztownych syropków.

    W tym okresie przeziębienia, w którym kaszel staje się wilgotny, a katar gęstnieje, pomocne są inhalacje z 3% roztworu chlorku sodu. Wykonujemy inhalacje przez kilka minut, kilkakrotnie w ciągu dnia. Jak każde leczenie, i to stosujemy wtedy, kiedy jest potrzebne: mamy sprowokować wykasływanie kaszlu wilgotnego. Gdy kaszel staje się suchy – nie ma potrzeby wykasływać, więc nie ma potrzeby inhalować. Po dłuższych inhalacjach, dziesięciominutowych, warto opłukać dziecku buzię, żeby pozbyć się soli, która może podrażniać.

    Inhalacje z wrzątkiem nie są dla dzieci wskazane ze względu na ryzyko oparzeń; podobnie zresztą jak bańki. Można zastosować bańki bezogniowe, pamiętając o tym, żeby stawiać je na plecach powyżej dolnej linii żeber, z ominięciem kręgosłupa. Najlepiej wieczorem, przed snem.

    Jeśli kaszel jest wilgotny, ale trudny do odkrztuszenia, to należy gęstą śluzowa wydzielinę upłynnić, czyli – zadbać o prawidłowe nawodnienie chorego, nawilżenie wdychanego powietrza. Upłynnienie śluzu powoduje uaktywnienie ruchu rzęsek wyścielających drogi oddechowe. Poruszające się rzęski zmniejszają przyleganie bakterii do komórek nabłonka oddechowego i tym sposobem wzmacniają miejscową obronę przeciw drobnoustrojom.

    Dziecko chore na zakażenie dróg oddechowych, które odmawia picia, bez względu na przyczynę nie może być leczone w domu, wymaga kroplówek w szpitalu.

Leki na kaszel wilgotny

Upłynnienie wydzieliny można zintensyfikować, stosując odpowiednie leki.

    Ambroksol, podobnie jak jego prekursor bromheksyna, oraz  karboksymetylcysteina pobudzają komórki wydzielnicze do produkcji śluzu płynnego, czyli ich działanie określane jest jako mukokinetyczne. Mają również dodatkowe działanie mukolityczne, powodując rozcieńczanie zalegającego śluzu wydzieliną płynną.

Acetylocysteina i erdosteina zaliczane są do mukolityków, czyli upłynniają gęsty śluz przez zmianę jego struktury chemicznej.

Leki zawierające ambroksol i bromheksynę można kupić bez recepty, są więc najczęściej stosowane i zapewne dlatego często niewłaściwie.

    Praktyka wskazuje, że niebezpieczne jest podawanie najmłodszym maluchom syropów zawierających zbyt duże dawki leków. Niektóre z tych preparatów (szczególnie mukokinetyczne) zwiększają produkcję płynnego śluzu, który może „zalać” oskrzela słabo wykasłującego dziecka.

    Drugim częstym błędem jest podawanie przed snem leków rozrzedzających wydzielinę śluzową w oskrzelach. Brak czasu na efektywne wykasłanie nasila kaszel, gdy dziecko leży w łóżku i miało już spać.

Ogólne zasady stosowania wszystkich leków rozrzedzających śluz

Przed zastosowaniem leku należy:

zapoznać się z jego właściwościami opisanymi w ulotce (chyba że lek zapisany jest przez lekarza),

sprawdzić datę ważności podaną na opakowaniu (etykiecie) i nie stosować leku po terminie ważności,

nie wolno zapominać, że leki o tej samej nazwie często różnią sie stężeniem leku.

    Lek należy zażywać w równych odstępach czasu, w dawkach zalecanych przez producenta. Lekarz w zależności od przewidywanej reakcji może zlecić mniejszą dawkę. Większa nie jest wskazana, gdyż nie tylko nie jest skuteczniejsza, lecz także może zaszkodzić.

Omawiane leki lepiej podawać po posiłkach. Podczas leczenia należy wypijać znacznie większą niż zwykle ilość płynów.

    Leki najlepiej podawać po obudzeniu porannym i ewentualnej drzemce, do godziny 16. Cztery godziny przed zaśnięciem będzie już za późno, ze względu na utrudnione efektywne odkrztuszanie rozrzedzonej wydzieliny podczas snu.

Po godzinie od podanego leku należy zachęcić dziecko do wykasływania. Kaszel można sprowokować aktywnością fizyczną.

Bez zalecenia lekarza nie należy stosować omawianych preparatów dłużej niż cztery–pięć dni.

    W razie podejrzenia, że działanie leku jest za mocne lub za słabe, lub gdy są jakiekolwiek inne wątpliwości dotyczące stosowania preparatu, należy zwrócić się do lekarza. Jeśli objawy nasilą się lub nie ustąpią po czterech–pięciu dniach, również należy skontaktować się z lekarzem.

    Podobnie należy udać się do lekarza, a nawet odstawić lek, gdy podejrzewamy działanie niepożądane. Leki upłynniające wydzielinę mogą powodować dolegliwości przewodu pokarmowego: bóle brzucha, nudności i wymioty. Mogą wystąpić bóle głowy i alergiczne zmiany skórne. Bez ścisłych zaleceń lekarskich nie wolno stosować tych leków u osób z chorobą wrzodową (również przebytą). Leki mukolityczne mogą uszkadzać błonę śluzową żołądka, a nawet wywoływać (bardzo rzadko) krwawienie z przewodu pokarmowego.

    Wszystkiej leki należy przechowywać w szczelnie zamkniętym opakowaniu, w miejscu niedostępnym i niewidocznym dla dzieci, zgodnie z wymogami producenta. 

 

7. Jak obserwować chore dziecko?

8. KTÓRE OBJAWY CHOROBY NALEŻY UZNAĆ ZA SZCZEGÓLNIE NIEPOKOJĄCE?

zostały opisane oddzielnie w temacie CHORE DZIECKO

 

9. PRZEZIĘBIENIOWE POWIKŁANIA

Maleństwo wyzdrowiało, rodzice odetchnęli z ulgą. Za nimi trudne dni, ale choroba ich dziecka przyniosła również pewne korzyści.

    Przeziębienie o łagodnym przebiegu skutkuje wzrostem odporności dziecka. Układ odpornościowy nie tylko wytworzy obronne przeciwciała, ale „zapamięta” zarazki i gdy zaatakują ponownie, będzie je zwalczał skuteczniej.

    Każda walka z zarazkami to trening dla odporności. I podobnie jak sportowiec, który bez intensywnego wysiłku, bez zmęczenia i potu nie może liczyć na sukcesy, tak i nasi mali zawodnicy muszą trochę pochorować. „Trening” oczywiście nie może być zbyt forsowny i częsty, aby nie doszło do kontuzji, eliminującej zawodnika na dłuższy czas z uczęszczania do przedszkola czy szkoły. Rodzice nie powinni prowokować przeziębień swoich dzieci przez własne lekkomyślne postępowanie, ryzykować powikłań, posyłając maluchy w miejsca, z których wrócą z powikłaniami, czyli bardziej chore.

Nawracające zakażenia dróg oddechowych

    Najczęstsze jest przeziębienie nawracające. Dziecko po chorobie idzie do przedszkola, a po kilku dniach ponownie pojawiają się katar i kaszel. Rodzice podejrzewają, że choroba została niedoleczona albo że w nosie i gardle siedzi jakiś złośliwy megazarazek.

    Prawda jest bardziej prozaiczna: dziecko ma nowe zakażenie. Objawy są co prawda te same – katar, kaszel, ból gardła – ale skoro wirusy „wchodzą” nosem i gardłem, to tak musi być.

    Poważnym problemem są rodzinne zakażenia nawracające. Rodzice tłumaczą, że ciężko unikać dziecku kontaktu z przeziębionymi domownikami, gdyż stale ktoś jest zakatarzony i kaszlący. Bagatelizują fakt, że przeziębienie jest chorobą zakaźną.

Niestety, brutalne prawa przyrody obowiązują nas wszystkich:

– zdrowie dziecka zależy od zdrowia całej rodziny,

– młodsze, czyli słabsze, nie wyzdrowieje, gdy ktoś z domowników rozsiewa zarazki,

– biologiczne pierwszeństwo w powrocie do zdrowia ma starszy,

– starszy nie wyzdrowieje, jeśli naraża się na nowe zakażenia i osłabia swój organizm zmęczeniem, wychłodzeniem oraz stresem,

– przeziębionego malca nowe wirusy dopadną jeszcze łatwiej, gdyż jest dodatkowo osłabiony chorobą.

    Każde, także nieinfekcyjne, przewlekłe zatkanie nosa musi zwiększać częstotliwość zachorowań. Niedrożność nosa może być również spowodowana obrzękiem alergicznym śluzówki, przerośniętym migdałkiem gardłowym albo wadami rozwojowymi nosa i zatok. Blokady sprzyjają zakażeniom, a zakażenie je potęguje
– i tak błędne koło wydłuża i nasila chorobę. Dziecko z przewlekłą blokadą nosa należy skierować na konsultację do laryngologa. 

    Często rodzice posyłają zakatarzone maluchy do żłobka, czy też przedszkola, tłumacząc, że ich katar jest alergiczny, czyli niezakaźny. U najmłodszych dzieci główną przyczyną kataru są infekcje wirusowe. U niemowląt alergiczny nieżyt nosa (ANN) rozpoznaje się niezwykle rzadko; u żłobkowiczów i przedszkolaków – jeśli ANN rzeczywiście występuje, to często razem z zakażeniem. Dopiero u dzieci w wieku szkolnym maleje częstotliwość zakażeń, a zwiększa się rola alergii w wywoływaniu ANN.

Przerost migdałka gardłowego

    U dzieci z nawracającymi zakażeniami górnych dróg oddechowych często dochodzi do przerostu migdałka gardłowego, szczególnie u maluchów z alergią i predyspozycją rodzinną. Stale zablokowany nosek (stały „katar”) powoduje, że muszą oddychać ustami. Mają większe skłonności do nawracających zapaleń, głównie gardła i zatok. Przewlekła obturacja trąbki słuchowej i wysięk w uszach prowadzi do niedosłuchu. Podczas snu chrapią, a mogą również mieć bezdechy. Wstrzymywanie oddechu na kilkanaście sekund jest szczególnie niekorzystne. Prowadzi do przewlekłego niedotlenienia, a tym samym osłabienia, zaburzeń koncentracji i trudności w nauce. Zespół obturacyjnych bezdechów podczas snu, niedosłuch oraz charakterystyczne zmiany w obrazie błony bębenkowej są wskazaniem do leczenia operacyjnego przerośniętych migdałków.

Zapalenie ucha

    Wskutek przeziębienia może dojść do zatkania trąbki Eustachiusza, która łączy tylną część nosa z uchem środkowym. Jej zatkanie prowadzi do nagromadzenia się płynu w uchu środkowym (wirusowe zapalenie ucha). Jeśli dojdzie do zakażenia płynu (bakteryjne zapalenie ucha), zwykle pojawiają się gorączka i ból ucha. W kilku procentach dochodzi do samoistnego pęknięcia błony bębenkowej i wycieku krwisto zabarwionej wydzieliny. Pęknięcie zwykle poprzedzone jest silnym bólem ucha, ale goi się w ciągu 2–3 dni.

    Zaburzenie drożności nosa czasami prowadzi do wysiękowego zaplenia ucha i niedosłuchu. U dzieci mechanizmy usuwania płynu wysiękowego z ucha są mało skuteczne, nawet po ustąpieniu zakażenia. Objawy wysięku są bardzo dyskretne, bez bólu oraz innych wyraźnych dolegliwości. Najczęściej pojawia się uczucie pełności w uchu, krótkotrwały pisk lub kłucie, przelewanie oraz szum. Utrzymywanie się płynu w uszach przez ponad trzy tygodnie wymaga konsultacji laryngologicznej. Podejmowana jest próba udrożnienia trąbek słuchowych za pomocą przedmuchiwania czy inhalacji. Jeśli minimum trzymiesięczne leczenie nie pomoże, płyn będzie musiał być usunięty operacyjnie, żeby nie powstały zrosty i inne trudno odwracalne zmiany.

Zapalenie zatok

    Zapalenie zatok spowodowane jest tym, że powietrze nie przepływa swobodnie między zatokami i nosem, a śluz nie może z nich odpływać. Zdarza się tak, gdy istnieje jakakolwiek blokada nosa (u 87% chorych z katarem infekcyjnym obserwuje się podobne objawy).

    Ryzyko przejścia wirusowego zapalenia zatok w bakteryjne dotyczy tylko 5% przypadków. Najczęstszymi objawami takiego powikłania są nawrót gorączki (po przerwie nie krótszej niż 24 godziny) lub gęsta wydzielina z nosa utrzymująca się ponad dwa tygodnie.

Zapalenie oskrzeli

    Zapalenie oskrzeli jest kolejnym stosunkowo częstym powikłaniem choroby przeziębieniowej. Objawem jest charakterystyczny wilgotny kaszel, nasilający się w nocy i po wysiłku. Jeśli dziecko nie ma gorączki i ogólnie czuje się dobrze, mamy do czynienia z zakażeniem wirusowym (tak jest w 95% wypadków), nie zaleca się zatem leczenia od antybiotyku – w bezgorączkowym zapaleniu oskrzeli antybiotyk „należy się” dopiero po 70 roku życia. Podobnie w przypadku poważnych chorób współistniejących można rozpatrywać odstępstwo od podanej reguły.

Zapalenie oskrzeli można porównać do kataru w oskrzelach. Trzeba to po prostu wykasłać, jak każdy kaszel wilgotny.

    Ze względu na szczególne predyspozycje osobnicze, dzieci mają swoje „ulubione” choroby. Nawet podczas banalnego przeziębienia może nagle wystąpić duszność spowodowana skurczem oskrzeli lub zapaleniem krtani. Za kolejnym razem rodzice będą już wiedzieli, kiedy podać leki rozszerzające oskrzela lub budesonid w nebulizacji. Będą też wiedzieli, kiedy stan dziecka jest tak ciężki, że trzeba wezwać karetkę pogotowia.

O mnie

Marek Pleskot

Jestem pediatrą od ponad 30 lat. Przez 14 lat uczyłem studentów i specjalizujących się lekarzy w Warszawskiej Akademii Medycznej, od 22 lat prowadzę gabinet pediatryczny w Podkowie Leśnej. Wiem o co pytają rodzice i wiem czego zwykle nie zdążą wytłumaczyć inni lekarze.

Popularne porady

Lepiej być optymistą czy pesymistą?

 Niektórzy uważają, że pesymiści żyją dłużej

SUKCES z wyboru

Góra górze nierówna

© 2015 pediatraodpowiada.pl. Porady dla rodziców i opiekunów dzieci