Praktyczne porady dla matek i ojców. Przeczytaj, co powinni wiedzieć rodzice o zdrowiu dziecka.

Szczepić czy nie szczepić ?

CHOROWAĆ lub zminimalizować ryzyko zachorowania?

Decydują rodzice i to oni MUSZĄ AKCEPTOWAĆ KONSEKWENCJE wyboru.

Służba zdrowia musi natomiast powiedzieć rodzicom, jakie w obu wypadkach podejmują ryzyko.

    Ryzyko wpisane jest w nasze życie, nie tylko podczas szczepień. Ryzykujemy wsiadając do samochodu (ile osób ginie na drogach?), do samolotu, ale nawet zasiadając do posiłku. Można się udławić, zatruć grzybami i utopić we własnej wannie. Żaden człowiek nie może zagwarantować drugiemu pełnego bezpieczeństwa. Życie to nieustający wybór, którego dokonujemy, oceniając proporcje zagrożeń wszystkich naszych działań i zaniechań. Potrzebny jest chłodny osąd i zdrowy rozsądek.

    Rodzice mówią, że lekarze namawiają do szczepień, a nie wspominają o ryzyku ciężkich, niepożądanych odczynów poszczepiennych, które są wymieniane w ulotkach producenta szczepionek. Być może nie pytali, bo nie znam lekarza, który powie, że leki oraz szczepionki nie mogą wywołać efektów ubocznych. Jest to oczywista oczywistość. Zasada jest prosta: lekarstwa stosujemy tylko, gdy są konieczne i jeśli korzyści przewyższają efekty uboczne. Ale czy w podobny sposób nie postępujemy w całym naszym życiu? Możemy dyskutować nad określeniami „konieczne”, „korzyści”, „efekty uboczne” i „przewyższają". Musimy je zrozumieć. Mamy rozum i wolną wolę wyboru, ale za błędy płacimy. 

    Choroby zakaźne ciągle występują, miewają powikłania i prowadzą do nieszczęść. Owszem, jest ich mniej, ale tylko dlatego, że większość dzieci została zaszczepiona. Takie zjawisko nazywamy ochroną kokonu. Ta ochrona nie będzie wystarczająca, jeśli wokół nas będą nieszczepieni.  Niezaszczepione dziecko może samo zachorować, ale będzie też stwarzać zagrożenie dla zdrowia innych.

Czy godzimy się na ryzyko związane z zachorowaniem? 

Wybieramy ospa party, mając świadomość, że nawet ospa wietrzna może prowadzić do śmierci? 

Może więcej należy opisywać cierpienia chorujących niż dywagować nad ewentualna szkodliwością tiomersalu?, której nie udowodniono.

    Szczepionki mają słabe strony: nie tylko mogą dawać niepożądane odczyny, ale również mogą nie być skuteczne. Profilaktyczna skuteczność szczepionek to nie 100%, ale szczęśliwie zwykle ponad 90%.  O efektach ubocznych krąży wiele mitów, często myli się przyczynę czasową ze skutkową. Rodzice doszukują się większej płaczliwości czy też pojawienia się atopowego zapalenia skóry jako powikłanie poszczepienne. Płacz dziecka może być tylko fizjologią rozwoju,  defekt genetyczny wrodzony skóry nie może być defektem poszczepiennym (aczkolwiek zaostrzenie azs może być po wielu różnych czynnikach, w tym i po szczepieniu).  Czy złamanie nogi po szczepieniu możemy uznać za niepożądany odczyn poszczepienny?

    Wiele jest przyczyn zachorowań. Wiadomo, że predyspozycje do chorowania bardzo często są zakodowane w genach, otrzymanych po przodkach, wiadomo również, że środowisko, w którym żyjemy, wpływa na uaktywnienie "uśpionych" defektów i również samo powoduje nowe defekty genetyczne i związane z nimi choroby (np. autyzm). Słabszy częściej po głowie od życia dostaje, czyli ogólna kondycja dziecka też ma bardzo duże znaczenie.

    Podejrzenie występowania autyzmu poszczepiennego zgłosił w 1998 roku lekarz, dr Andrew Wakefield. Wakefield opublikował wyniki biopsji jelit dzieci z autyzmem. Wykrył w ścianie jelit tych dzieci wirusa odry, używanego w szczepieniu MMR (measles - mumps - rubella, tzn. odra - świnka - różyczka). Zbadał zaledwie 12 przypadków, nie zachował więc standardów badawczych. Asekuracyjnie zaznaczył, że jego obserwacje będą musiały być potwierdzone również przez innych lekarzy. Publikacja wyników Wakefielda w „The Lancet”  została rozpropagowana przez media, jak zwykle żądne sensacji. Wskutek tych doniesień wielu rodziców odmawiało szczepienia dzieci, co doprowadziło m.in. w Wielkiej Brytanii i Holandii do gwałtownego wzrostu liczby zachorowań na odrę. Po latach udowodniono, że badania Wakefielda okazały się fałszerstwem. Autorowi zarzucono konflikt interesów, gdyż reprezentował rodziny dzieci, uszkodzonych tą samą szczepionką (tym razem zapaleniem mózgu przez szczepienny wariant świnki). Po rozprawie sądowej zabrano mu prawo do wykonywania zawodu. 

    Wyniki wielu badań prowadzonych w wielu krajach wskazują jednoznacznie na brak związku między szczepieniem MMR a autyzmem. W Polsce oceniano występowanie niepożądanych odczynów poszczepiennych po MMR w latach 2005-2010 na podstawie danych Państwowego Zakładu Higieny.  Częstość ich występowania kształtowała się w granicach 19-25,5/milion podanych dawek szczepionki. Najczęściej występującym odczynem były gorączki – od 14,6/milion podanych dawek w 2005 r. do 13,4 przypadków w 2010 r.

    Dla rodziców istotna jest informacja, że za najgroźniejsze powikłanie uważane jest zapalenie mózgu: "łagodne zapalenie mózgu – wyjątkowo występuje w ciągu 5–15 dni po szczepieniu u mniej niż 1 dziecka na milion zaszczepionych, a więc 1000 razy rzadziej niż po zachorowaniu na odrę; co najważniejsze (w odróżnieniu od powikłań po odrze) - ustępuje samoistnie bez trwałych następstw", wg: http://pediatria.mp.pl/szczepieniaochronne/65179,szczepienie-przeciwko-odrze-swince-i-rozyczce. Wymieniona publikacja szczegółowo informuje o tych trzech chorobach i ryzyku szczepień.

    W Polsce przeciwko odrze, śwince i różyczce dostępne są dwie szczepionki PRIORIX i M-M-RvaxPro . Skład obu preparatów jest praktycznie taki sam. Szczepionki pojedyncze przeciwko odrze, śwince i różyczce wycofano już wiele lat temu. Wprowadzono szczepionki, które są nowocześniejsze, lepsze i minimalizują ryzyko powikłań. Skojarzono je po to, żeby jedno podanie mogło zabezpieczać przed kilkoma chorobami i żeby tym samym nie narażać dziecka na kilkukrotne kłucie. 

    Pozostałe szczepionki nie budzą już tak wielu emocji. Warto pamiętać, że codziennie szczepionych jest kilkadziesiąt tysięcy dzieci. Jeśli nawet u jakiegoś wystąpią powikłania, to nie dowód na szkodliwość szczepionki, bo u pozostałych kilkudziesięciu tysięcy zaszczepionych powikłania nigdy nie wystąpią.  Po takim samym szczepieniu.

    Jestem lekarzem od 35 lat. Widziałem dziesiątki tysięcy chorych, w tym wielu chorujących na choroby zakaźne. Nigdy nie leczyłem dziecka z ciężkimi odczynami poszczepiennymi. Owszem, były dzieci gorączkujące lub z zaczerwienieniem i obrzękiem w okolicy szczepienia. Widziałem kilka medycznych dokumentacji poważniejszych zdarzeń poszczepiennych. Znacznie częściej słyszałem relacje rodziców, którzy wiązali neurologiczne  problemy dziecka z przebytymi szczepieniami. Ich dzieci spotkało nieszczęście i - w moim odczuciu - szukali "winnego", dla własnego komfortu psychicznego. Współczułem, było mi przykro, ale nie zostałem przekonany.

    Tymczasem docierają do mnie opowieści publicystów, którzy tyle spotkali nieszczęść, wynikających ze szczepień. Ogłaszają rewelacje nawet osoby z tytułami naukowymi, które zawodowo czyli zarobkowo zajmują się szkodliwością szczepionek. Opierają swoje badania o doniesienia rodziców z forów internetowych, rejestrach zgłoszeń a nie potwierdzonych zdarzeń, oraz na pracach, które podobnie nie spełniają rzetelnych kryteriów naukowych. Publikacje o szkodliwości szczepionek chętnie zamieszczają blogi np.tajnearchiwumwatykańskie, gdzie o szczepionkowym holokauście możemy wyczytać tuż obok innych fantastycznych doniesień: "POCZET KRÓLÓW LECHII, czyli Kościół w Polsce od 1050 lat ukrywa przed Polakami, że jesteśmy starożytnym, antycznym wielkim imperium z 18. wieku przed naszą erą! – a więc dużo starszym niż Cesarstwo Rzymskie…"

    W innych (astromaria) można wyczytać o szczepionkowym ludobójstwie, że w Polsce panuje epidemia wczesnych poronień lub urodzeń martwych płodów. A także "Establiszment szczepienny narzuca polskim niemowlętom, zwłaszcza wcześniakom, kolejne toksyczne szczepienia przeciw pneumokokom (pneumo), za które zapłaci podatnik.   Szczepienia te są najbardziej zabójcze ze wszystkich, jak wykazują dane zebrane w amerykańskiej bazie VAERS...  Kiedy dodamy zgony spowodowane przez różne typy szczepionek przeciw pneumokokom (tabela 1), to otrzymamy liczbę 1732 – czyli więcej zgonów niż powodują inne szczepienia.  Ponieważ zgłaszanych jest tylko od 1 do 5% wszystkich przypadków powikłań, tzn. liczby zgonów po tych szczepieniach mogły wynosić dziesiątki tysięcy w samych tylko USA".

    Włosy stają dęba z powodu takich wywodów naukowych. Amerykańska baza VAERS dotyczy podejrzeń, a nie zweryfikowanych przypadków, czyli tylko część z nich będzie potwierdzona. Szacowanie, że jest ponad 95% zgonów poszczepiennych niezgłoszonych i to w roszczeniowej Ameryce jest dla mnie absolutnie niewiarygodne. Im więcej wczytuję sie w takie doniesienia, to tym bardziej przekonuję się do ich absurdalności. Przed laty ironicznie śpiewał nieodżałowany satyryk Bohdan Smoleń, że wszystko przez nawozy sztuczne, teraz by pewnie je zamienił na szczepionki.

Profesorowie potrafią pisać o UFO i o innych niezrozumiałych dla mnie zdarzeniach. Odnoszę wrażenie, że żyjemy na różnych planetach.

    Przekonuje mnie opinia ekspertów szczepionkowych www.rpo.gov.pl/pliki/12585351420.pdf, podobnie jak stwierdzenie PAN, że dylemat „szczepić czy nie szczepić” nie ma charakteru sporu naukowego, bo wszystkie naukowe argumenty wskazują, że szczepić należy ( 16. czerwca br uczestnicy podczas 132. sesji Zgromadzenia Ogólnego).

    Pragnę podkreślić, że nie szczepię, nie zajmuję się leczeniem powikłań po szczepieniach, nie współpracuję z firmami szczepionkowymi, krytycznie odnoszę się do biznesu medycznego – ale boję się chorób zakaźnych znacznie bardziej niż szczepień. Od wielu lat rok w rok szczepię się przeciw grypie, pokąsany przez psa czym prędzej doszczepiłem sie przeciw tężcowi, podobnie przeciw kokluszowi, gdyż kontaktuję się z chorymi.

    Własnych synów zaszczepiłem, nie tylko w ramach kalendarza szczepień obowiązkowych, ale i zalecanych. Kiedy zostaną ojcami - będę ich zachęcał do zaszczepienia ich dzieci, chociaż mam świadomość, że szczepionki mogą wywoływać odczyny poszczepienne. Do czasu, kiedy nie poznam lepszych metod ochrony przed skutkami chorób zakaźnych, wybieram mniejsze zagrożenie.  Sumienie nakazuje mi postępować zgodnie z wiedzą medyczną dla dobra każdego dziecka i jego rodzica.

O mnie

Marek Pleskot

Jestem pediatrą od ponad 30 lat. Przez 14 lat uczyłem studentów i specjalizujących się lekarzy w Warszawskiej Akademii Medycznej, od 22 lat prowadzę gabinet pediatryczny w Podkowie Leśnej. Wiem o co pytają rodzice i wiem czego zwykle nie zdążą wytłumaczyć inni lekarze.

Popularne porady

Lepiej być optymistą czy pesymistą?

 Niektórzy uważają, że pesymiści żyją dłużej

SUKCES z wyboru

Góra górze nierówna

© 2015 pediatraodpowiada.pl. Porady dla rodziców i opiekunów dzieci